czwartek, 21 maja 2015

"Dziewczyny z Syberii" - wyjątkowa książka

"1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet. W trakcie sześćdziesięciu trzech dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały kochały, opłakiwały bliskich. (...) Wiele z nich zginęło, wiele zostało rannych, niemal wszystkie straciły dorobek swojego życia i przeżyły gehennę wypędzenia. Powstanie Warszawskie było również ich doświadczeniem."



Tymi słowami dokładnie rok  temu, rozpoczęłam swoją przygodę z "Dziewczynami z Powstania". Łzy, które wtedy płynęły, były oddaniem przeze mnie czci wszystkim walczącym kobietom. Myślałam, że żadna książka nie poruszy mnie tak, jak historie jedenastu kobiet, które przeżyły sześćdziesiąt trzy dni walki. Teraz wiem, że się myliłam.

"Bohater nie musi walczyć z bronią w ręku. Nie musi być żołnierzem. Bohaterem może być kobieta, której jedyną bronią jest silna wola i determinacja."

Właśnie ta silna wola sprawiła, że dzisiaj, możemy poznać historię dziesięciu kobiet, których łączy wiele, chociaż każda historia jest inna. Nie ma tutaj znaczenia wiek, miasto... Wszystkie przeszły to samo. Każda z nich, została zabrana z domu, władowana do wagonów bydlęcych, po czym zmuszana do ciężkich prac w okropnych warunkach. Dziesięć historii, dziesięciu kobiet, które połączył Sybir.




Nie wiem, czy będę dała radę napisać w kilku zdaniach to, co czułam, czytając
"Dziewczyny z Syberii". Książkę czytałam zapewne dłużej niż inni. Nie byłabym w stanie, przeczytać wszystkich historii na raz. Nie byłam w stanie się jednak z nią rozstać, a gdybym mogła, to całą naukę odłożyłabym na później i zaczytała się w tej wyjątkowej książce. W ławce szkolnej leżała pod podręcznikami, aby gdy tylko zadzwoni dzwonek, ponownie móc kontynuować wzruszającą historię. Niektórzy patrzyli na mnie, jak na jakąś zupełnie inną dziewczynę. Czytałam ją nawet czekając na autobus. Nie ukrywam, że bardzo często wyjmowałam chusteczki, aby otrzeć łzy, albo przerywałam czytanie, bo nie byłam w stanie czytać dalej. Ludzie bardzo często dziwnie to postrzegali.
Ku mojemu zdziwieniu, książka bardzo szybko przerodziła się w rodzinne czytanie (i nie tylko). Gdy moja przyjaciółka przyszła na noc, zaproponowała, że poczyta na głos. Po pewnym czasie musiała przerwać, ponieważ nie była w stanie czytać dalej. Już na początku widziałam, że jej oczy błyszczały się od łez.  Moja mama również słuchała jak czytałam "Dziewczyny z Syberii". Jednak moim wiernym towarzyszem, był mój ośmioletni kuzyn. Nie dałam rady przeczytać mu całej książki, ale wszystko przed nami. Pozwoliłam mu wybrać jedną historię. Wybrał "
WERONIKA. W SZEREGACH WYKLĘTYCH". Myślę, że na wyborze zaważyło imię bohaterki, ponieważ sama mam na imię Weronika.

"(...) Tata patrzył w czarny wylot lufy, a ten człowiek miał palec na spuście. W końcu ojciec wydusił z siebie:
-Za co?
A on mu odpowiedział, że za to, że on polski "pan" (...)"

                                                                               -"Weronika. W szeregach wyklętych"

Nie wyobrażam sobie, co mogła czuć wtedy bohaterka. Nie wyobrażam sobie, że ktoś chciałby zastrzelić mojego tatę. Jednak to był dopiero początek tragedii.





Spokojne dzieciństwo, miłość rodziców, ukochanego... Wszystkie piękne chwile zostały przerwane przez okrutność wojny. Bohaterki książki autorstwa Anny Herbich, musiały zmagać się z czymś więcej niż wojna. Zostały pozbawione wszystkiego, co miały. Wyrwane z domu, jak setki innych Polaków, którzy zmierzali w jedną stronę-na Sybir.

"Najgorsza rzecz na zesłaniu? Głód. Komuś kto nigdy go nie zaznał, trudno jest to wytłumaczyć."
                                                                             -"Janina. Ochotniczka na Sybir"

Każda osoba, będąca na zesłaniu zmagała się z tym samym. Okropnym głodem, będącym przyczyną wielu chorób, a przede wszystkim śmierci. Mimo wielu przeciwności, każda z dziewcząt, zmagając się codziennie z ciężką pracą, strasznymi warunkami oraz głodem, wierzyła, że kiedyś uda się wrócić.
Kobiety na Syberii, przeżywały również najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Przykładem tego, jest historia Pani Natalii, która właśnie tam poznała swojego męża, Olgierda i tam wzięli ślub.

"(...) Pobraliśmy się 12 lutego 1956 roku. (...) Był to ślub w stylu syberyjskim."

                                                                              -"Natalia. Ślub na Workucie"


Cała książka, zabiera czytelnika w świat większości nieznany i przybliża dziesięć wyjątkowych historii. Każda z kobiet, ma swoją własną niepowtarzalną opowieść. Wzbogacona o zdjęcia, pozwala nam lepiej poznać wzruszające historie bohaterek. 

Wiele osób nie rozumie, jakie mamy szczęście, móc żyć w wolnym kraju. Nie musimy bać się, że w nocy przyjdą żołnierze i wsadzą nas do bydlęcych wagonów, po czym będziemy musieli ciężko pracować, a towarzyszyć temu, będzie wyjątkowy głód. Mając szesnaście lat, myślę, że nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaką tragedią jest w jednej chwili stracić najbliższą nam osobę. Te kobiety przeszły przez piekło Syberii, zostawiając tam często najbliższe dla nich osoby. Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, co czuła Janina, gdy musiała pochować swoją babcię i matkę, które pozostawiła na obcej ziemi. Co czuła Zdzisława, budząc się u boku martwego narzeczonego? Nie da się tego opisać, jednak jak sama mówi, nigdy o nim nie zapomniała. Syberia pozostawiła po sobie blizny, które nigdy nie znikną. Janina, Stefania, Danuta, Alina, Natalia, Danuta, Weronika, Grażyna, Barbara, Zdzisława- dziesięć kobiet, które przeszły przez Syberię i postanowiły nam opowiedzieć o swoich przeżyciach.

Książkę polecam wszystkim. Nie tylko osobom, które interesują się historią II wojny światowej. Polecam ją przede wszystkim osobom młodym, do których sama należę. Myślę, że będzie to wspaniała lekcja historii. Mam szesnaście lat i chciałabym poznać te cudowne kobiety. One nie bały się powiedzieć: "JESTEM POLKĄ", ja nie wstydzę się powiedzieć "JESTEM POLKĄ I JESTEM NIEDZISIEJSZA". Podziwiam je za odwagę, wiarę i miłość, jakiej dzisiaj brakuje... Musiały opuścić swoje rodzinne miejsca, aby po latach wrócić w rodzinne strony.

Musimy pamiętać, że nasze pokolenie ma szansę dowiedzieć się o przeżyciach innych, aby opowiedzieć to później swoim dzieciom.


"Polka? Od razu widać, Po charakterze!"