wtorek, 23 lipca 2013

cz. IX "Ukryta prawda..."

Lena nocą często miała sny, które przypominały jej nie tylko tamten dzień, ale i Janka. Nigdy nie chciała się obudzić, bo czuła się jakby on z nią był. Trzymał ją za rękę, całował, przytulał... Nie zdążyła się nim nacieszyć przez te wszystkie lata. Tyle razy ją uratował. Za każdym razem mu się to udawało. Tylko ta ostatnia akcja... Po niej był żal, płacz i smutek... Później pozostawała tylko pustka która nie mogła się wypełnić nawet miłością synka.
Tej nocy Lena miała tak straszny sen, że obudziła się w środku nocy i cała zapłakana poszła do łazienki. To właśnie tam w złotym pudełeczku schowana była jej obrączka ślubna. Jedyna pamiątka po rodzicach i po jej ukochanym żołnierzu, który rozerwał jej serce na dwie połówki i jedną zabrał ze sobą do ziemi, a drugą zostawił, aby mogła wychować ich synka.
-Mamo...-usłyszała nagle zapłakany głos Jasia.
Podeszła do jego pokoiku i siadła na łóżeczku synka.
-Co się stało? Hej... Słoneczko ty moje..-zaczęła uspokajać dziecko.
-Miałem zły sen...-powiedział mamusi zaspanym głosem.
-A co Ci się takiego śniło..?
-Śniło mi się ta opowieść o tym żołnierzu.. Tą mamusią byłaś ty, i tak bardzo płakałaś. I synek też.-dodał płacząc- Ja nie chcę żeby nam się coś takiego przytrafiło..!
Lena myślała że nie będzie musiała tego słuchać. Miała cichą nadzieję że śmierć Janka utrzyma w tajemnicy przed Jasiem. Nie udało jej się. To było bardzo dziwne bo jej śnił się ten sam sen. Działo się to tak jakby Janek chciała żeby Jaś wiedział prawdę.
-Jutro Ci coś opowiem, a teraz śpij.-powiedziała i przytuliła go tak, że malec natychmiast zasną..



Michał i Celina siedzieli przy stole pijąc wino ze szklanych kieliszków. Nagle dziewczyna odwróciła głowę ku ścianie i zamyśliła się.
-O czym kochanie tak myślisz?-zapytał Michał.
Celina natychmiast oprzytomniała. Odwróciła głowę w stronę Michała i patrzyła na niego świecącymi się oczami.
-O tym czy będziemy mieć chłopczyka czy dziewczynkę. -roześmiała się.
Michał otworzył szeroko oczy.
-Kochanie, nie jestem w ciąży...-uspokoiła męża.
-To dobrze bo już myślałem że zostanę młodym tatusiem...
Celina posmutniała w duchu. Nie chciała żeby Michał to widział. Otarła ukradkiem łzy i przytuliła się do narzeczonego. Czuła się tam szczęśliwa, ale czegoś jej brakowało. Popatrzyła się na Michała.
-Kochanie chodźmy spać..
Michał wstał o wziął Celinkę na ręce i zaniósł do łóżka.
Oby tak zawsze”- pomyślała.



Lena nie mogła już zasnąć. Leżała w łóżku z załzawionymi oczami i myślała jak to było, kiedy Janek ja przytulał. Tęskniła za wszystkimi rzeczami, które razem zrobili. Nawet tymi najbardziej zwariowanymi. Czuła się z nim taka szczęśliwa... Nie rozumiała, dlaczego to się stało, a kiedy myślała sobie o tym, że miała powiedzieć jutro Jasiowi całą prawdę, oczy zalały jej się łzami. Wstała i podeszła do starej ręcznie ozdabianej komody z trzema szufladkami których Jasiowi nie wolna było otwierać. Gdyby zobaczył co tam było. Ta szuflada zawierała całą przeszłość Leny. Przede wszystkim stare zdjęcia, które były jedynymi pamiątkami po Janku. Oczywiście oprócz obrączki.
Otworzyła szufladę i wyciągnęła zdjęcie. Pamięta dobrze kiedy je zrobili. Byli tacy szczęśliwi. Mieli Jasia, byli razem. Na twarzy Leny pojawił się płytki uśmiech. To było krótko przed tym jak zabili Janka. Dziewczyna natychmiast schowała zdjęcie i zakryła twarz dłońmi. Płakała. Cicho, tak żeby nie obudzić Jasia bo wiedziała że będzie musiała kłamać że nic się nie stało i że to tylko przez kurz. W duchu czuła się samotna ale to dlatego że nie było przy niej Janka. Jaś nie dawał jej tyle miłości co jej ukochany dzielny żołnierz. Ile razy sama odwiedzała grób swojego męża, płakała. Ponownie postanowiła wziąć zdjęcie do rąk. Spojrzała na nie i przytuliła do swojego serca.
-Jak ja mam mu jutro powiedzieć że zrobiłeś to wszystko dla niego..?- zapytała cichutko, po czym pocałowała zdjęcie. Usłyszała kroki na korytarzu więc natychmiast schowała zdjęcie do pudełka, zamknęła szufladkę i w tej chwili do jej pokoju wszedł zapłakany Jaś.
-Ty też mama nie śpisz?- zapytał. Lenka uśmiechnęła się i przytuliła synka.



niedziela, 21 lipca 2013

cz. VIII "Przepraszam.."

Ruda siedziała przy stole i zerkając co chwilkę na Łucję która słodko spała, coraz bardziej martwiła się o Władka. A jeżeli coś się stało? Ostatni raz widziała go na cmentarzu. Później już tylko przez pół dnia martwiła się gdzie on jest. Nagle ktoś przekręcił zamek w drzwiach.
-Władek to ty?- zapytała zdenerwowana. Nikt jednak nie odpowiedział. Wstała i wyszła do przedpokoju. W progu zobaczyła Władka. Natychmiast rzuciła mu się na ręce po czym powiedziała:
-Kochanie tak bardzo Cię przepraszam! Wiem że powiedziałam słowa których nie powinnam, ale...
-Nic już nie mów...-przerwał jej, wyciągając zza pleców bukiet czerwonych róż.-Są dla Ciebie.. To ja przepraszam...
-Moje ulubione...-rzekła i wzięła do rąk kwiaty.
-Są tak piękne jak ty..-powiedział po czym pocałował Wiktorię.
Ukochana wstawiła kwiaty do wazonu. Władek patrzył na nią jak za dawnych lat, kiedy jak dzieci bawili się w parku. Ona rzucała kamyczki, a on prawił jej komplementy które ona zaprzeczała. Ich pierwszą randkę pamięta jakby to było wczoraj. Miała na sobie czerwoną sukienkę i chyba marynarkę. Jej włosy wiecznie były rozpuszczone. Teraz tylko je spina, ale nawet w takiej fryzurce jej ślicznie..Kiedy urodziła się Łucja wszystko się zmieniło. Zaczęła się lepiej ubierać i czesać też inaczej. Tylko on jakoś tak wciąż ten sam. Rudej to nie przeszkadza, bo i tak cały czas patrzy na niego jak na uśmiechniętego dawniej dwudziestopięcio latka, z którym przeżyła całe życie. Usiadła na jego kolanach.
-Pomyśl, kochanie, co będzie jak któregoś z nas zabraknie..-zapytała opierając głowę na jego ramieniu.
-Nie wiem.-powiedział.-Kiedy zadałaś to pytanie pomyślałem o Lence... Pamiętasz co Janek do niej powiedział kiedy jeszcze byli razem.. Przed samym powstaniem chyba..
Ruda zamyśliła się . Jak przez mgłę pamiętała tamten czas, ale słowa często fruwały jej po głowie.
-Powiedział: Będę Cię kochać, aż do końca życia, a jeżeli jest coś potem, będę Cię kochać także po śmierci.
-Tak.. I chyba dotrzymał słowa..
Ich oczy spotkały się w jednym miejscu i delikatnie zaczęły się przybliżać. Ponownie pocałowali się.
-Już wszystko wiem...-powiedziała nagle Ruda.
Władek uśmiechną się lekko. Już prawie zapomniał o tym co przeżył kilka lat temu. Po tym strasznym okresie pozostała mu tylko blizna nad okiem.
-Obiecaj mi że już nigdy tak nie zrobisz..-poprosiła .
-Obiecuję...-odpowiedział po czym wziął się za całowanie swojej najwspanialszej żony na świecie..


czwartek, 18 lipca 2013

cz. VII ,,Biała sukienka''

Jaś siedział przy stole i jadł obiad. Lena chodziła wokół niego i co chwilkę mierzyła mu marynareczkę.
-Kochanie jeszcze jedna została..-powiedziała czułym głosikiem do synka.
-Mamo....?-zapytał.
-Tak skarbie?- odpowiedziała zapinając kolejne guziczki marynarki.
-Czy tatuś też musiał tyle się przebierać i mierzyć te wszystkie marynarki?
-Nie bo tatuś miał dwie i mu to wystarczyło..-odpowiedziała ze śmiechem.-Ale zamiast tego miał dużo koszul, które nigdy do żadnej nie pasowały.
Oboje uśmiechnęli się, a Jasiowi od razu poprawił się humor. Mamusia pocałowała go w policzek.
-A co powiesz na tą?- zapytała pokazując synka w lusterku.
-Ładnie..-odpowiedział malec zadowolony.
-Czapusie też chcesz?
Maluch poleciał do pokoju i przyniósł czapeczkę, po czym wylądowała na jego główce.
-Teraz idziemy Ci wybrać sukienkę!
-No dobrze, ale daj mamusi buziaka.
Jaś staną na palcach i pocałował mamę. Zawsze uważał że jest to najważniejsza osoba na świecie. No i jeszcze był tata którego nie widział na oczy ale mama mu mówiła mu że bardzo za nim tęskni i widzi go z góry. Jak ona za nim tęskniła. Tak chciałaby go pocałować. Nagle Jaś przerwał jej marzenia.
-Mamo a może tą?- zapytał pokazując niebieską sukienkę.
-No nie wiem. A nie jest za taka no wiesz...
-Rozumiem...-odpowiedział mamie, po czym wrócił do szukania stroju dla mamy. Z tyłu szafy znalazł białą sukienkę.-A ta?
To przywołało Leny wspomnienia. Wzięła do ręki sukienkę i zaczęła się jej przyglądać.
-Tyle czasu jej szukałam...-powiedziała smutnym głosem. Była w ten dzień taka szczęśliwa. Był to jedyny dzień w jej życiu który pamięta do dziś. Wtedy pierwszy raz powiedział do niej kochana żono.


poniedziałek, 15 lipca 2013

cz. VI "Smutne wspomnienia"

Łucja biegła ile sił w nóżkach, ale mama zaraz ją dogoniła. Widać było, że są naprawdę szczęśliwą i kochającą się rodziną. Władek skręcił z Rudą niosącą na rączkach córkę, w uliczkę.
-Czy aby nie pomyliłeś się braciszku?- zapytał Michał.
-Nie.. Chodź z nami, a się nie zgubisz..- odpowiedział Władek.
Szli tak jeszcze kawałeczek, aż doszli do skromnego grobu, na którym wcale nie było nazwiska Janka. Władek przykucną przy nim, po czym popatrzył na brata.
-Pamiętasz jeszcze siostrę Józefę?- zapytał Władek.
-Poczekaj..-pomyślał przez chwilkę.- Czy to ta co z mamą pracowała, i pomogła nam Cię wtedy ukryć?
-Ukryć? A kiedy? Przed czym?- zapytała zdziwiona Ruda.
-Dawno temu. Nie ważne..-powiedział Michał.
-Michał odpuść.. Powinna wiedzieć..- powiedział Władek.- W '41 jak cię jeszcze nie znalem to przez pomyłkę trafiłem na Pawiak.
-Na Pawiak? Przez pomyłkę?-zdziwiła się Ruda.-Jakim cudem?
-Chciał uratować jedną małą dziewczynkę...-dodał Michał
-Oki.. Uciekłeś czy co? Kto Cię uratował? Co się wtedy stało..
Władek nie wytrzymał. Wstał i poszedł tak szybko, że nikt go nie dogonił.
-Kochanie! Władek!- zaczęła krzyczeć Ruda.
-Zostaw go..-powiedział Michał i przytulił Wiktorię.-On nie lubi o tym rozmawiać..
-Ale dlaczego? Co się wtedy wydarzyło?-spytała zapłakana.
-Wtedy..-zakręciła mu się w oku łezka.- Ostatni raz widziałem ojca..
Michał nie musiał kończyć. Ona doskonale wiedziała co on czuje. Przynajmniej mógł się pożegnać... Ona ze swoim tatą, nie zdążyła...Ruszyli dalej uliczką którą Ruda doskonale znała. Tuż zza kapliczki zaczął wyłaniać się dębowy krzyż. Podeszli do grobu, w którym środku wciąż wbity pozostawał orzełek.. Cała grupa kucnęła nad grobem.
-Nie wierzę że go już nie ma..-powiedział Michał.
-I pomyśleć że minęło już pięć lat..-dodała Celina.
-Dwa lata po ślubie. Zostawiając półrocznego synka..Przecież mógł mu jeszcze tyle pokazać! Tyle nauczyć.-rozczuliła się Wiktoria, przyglądając się orzełku na grobie przyjaciela.
-Nigdy Cię nie zapomnimy.-dopowiedział Michał.
-Dlaczego wojna zabiera tych najbliższych sercu?-powiedziała Wiktoria, zapalając świeczkę na grobie Janka.
Ciężko zapomnieć o przyjacielu z którym przeżyło się całą wojnę..


niedziela, 14 lipca 2013

cz.V "Niezwykłe spotkanie"

Po godzinie przygotowań wybrali się wreszcie na miasto.
-Kochanie, daj mamusi rączkę!- krzyknęła do córki Wiktoria.
-Spokojnie, niech sobie pobiega. W domu nie może, to chociaż na mieście jej daj..- zaczął bronić Łucji Władek.
Usiedli przy stole w kawiarni. Ruda wzięła kartę.
-Co państwo sobie życzą?- zapytał kelner.
-Dla mnie kawę, a dla ciebie kochanie?- odpowiedział Władek.
-Ja też kawę poproszę.. I soczek jabłkowy dla małej..-dodała Ruda.
Po kilku minutach usłyszeli za plecami jakby znajome głosy.
-Celinko, masz ochotę może na kawałeczek ciasta truskawkowego?
-Kochanie, na ciasto zawsze mam ochotę.. - odpowiedziała dziewczyna śmiejąc się.
Władek odwrócił się.
-Michał! Celina!- zaczął krzyczeć.
Młoda para natychmiast zwróciła na nich uwagę.
-Ruda? Władek? Co wy tu robicie?-zapytał zdziwiony Michał.
-Raczej co wy tu robicie?- odpowiedziała mu Ruda.- Byliśmy pewni, że jesteście w Anglii..
-Właśnie wróciliśmy. -odrzekła za narzeczonego Celina. Przyjaciele padli sobie w ramiona.
-Tata!!! Tatusiu!!! -zaczęła nagle krzyczeć mała.
-Przepraszam was.. -powiedział Władek.
Celina, ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy.
-Od kiedy wy macie córeczkę?-zapytał zdziwiony Michał.
-Kiedy wyjechaliście dowiedziałam się, że jestem w ciąży.-powiedziała Wiktoria.
-I nikt nie raczył nas o tym poinformować? - zaśmiał się Michał
Wtedy wrócił Władek niosąc na rękach małą księżniczkę.
-Jeśtem Łucia...-zasepleniła mała.
-Ale słodziutka!- powiedziała Celina.- Ja jestem Cela.
-A ja Michał...-powiedział brat Władka, ale takim głosem, że aż się mała odwróciła.
-Hej... Kochanie... Musisz się przyzwyczaić. Wujek już tak ma..- dodała Celina z uśmiechem.
Władek puścił małą na nóżki. Cała czwórka usiadła przy stole, tak, aby młodzi rodzice mieli oko na Łucję, która bawiła się kamyczkami.
-Macie może jakieś wiadomości od Wandy i Bronka.- rozpoczęła rozmowę Ruda.
-Nic.. Wiemy tylko, że mają dwójkę dzieci i że są szczęśliwi.- odparła Celina.
-Szczęśliwi, to my jesteśmy.- powiedział ze złością Michał.
-Braciszku! Nie złość się tak..- zaśmiał się Władek.- Właśnie, gratulujemy wam zaręczyn!
Michał chciał sobie przypomnieć dawne czasy i klepną brata w plecy. Ten się na niego popatrzył dzikim wzrokiem i powiedział:
-Żebym ja Cie zaraz tak nie klepną, że mama by nie poznała. A właśnie wybieracie się do matki?
To prawda, bo od kąt wyjechali stracił z nią kontakt. Przecież w kieszeni kurtki wciąż miał dla niej zaproszenie na swój własny ślub. Nie wiedział jednak czy będzie chciała przyjść.
-Myślisz, że ona...-urwał, bo Celina ścisnęła go za rękę. Widocznie nie chciała, żeby nic mówił.
-Odwiedzimy ją jutro- powiedziała.-A wiecie co u Lenki i Jasia?
Władek opowiedział im gdzie Lena się ostatnio wybrała. Byli zszokowani.
-Po tym wszystkim co on jej zrobił jeszcze była u jego matki? Po co? Żeby znów przypomnieć sobie tamten dzień?- zapytała Celina.- A czy Jasiu wie?
Ruda popatrzyła się na męża.
-Nie. Nic nie wie..-odpowiedziała, po czym podniosła się z krzesła.- My się już będziemy zbierać. Mamy jeszcze iść na cmentarz, prawda kochanie?
-Yyy.. Co? A tak tak.. Pójdę po małą.- odpowiedział zdezorientowany mąż.
-To my pójdziemy z wami bo wybieraliśmy się właśnie do Janka.-potwierdziła Celinka.
-No to chodźmy..


cz.IV "Zagubiona koszula"

-Kochanie!- zaczął krzyczeć Władek.
-Tak?-zapytała Ruda.
-Gdzie dałaś moją koszulę??
"Znów pewnie nie może nic znaleźć"-pomyślała Wiktoria patrząc na Łucję, która nie zwracając uwagi na rodziców czesała swoją ulubioną, jedyną lalkę Tosię.
-Myślę że wisi na wieszaku w szafie...-odpowiedziała ze śmiechem, ale tak, że jej ukochany nie podejrzewał, że się z niego naśmiewa.
-A czy możesz mi powiedzieć gdzie dokładnie?-zapytał wściekły Władek.
Ruda nie mogąc przestać się śmiać, podeszła do szafy i nawet nie patrząc, wyciągnęła pomiętą koszulę męża.
-Nie mówiłam, że jest w szafie?-popatrzyła na Władka, a ten już wyciągnął rękę po swoją część garderoby -Ale w takiej pomiętej nigdzie ze mną nie wyjdziesz, a już na pewno nie na miasto!
-A wyprasujesz mi?-zapytał, całując Rudą w policzek.
-A mam jakieś inne wyjście?- zastanowiła się przez chwilkę.- A w jakim stanie jest twoja marynarka?
Władek nawet nie odpowiedział tylko od razu przyniósł żonie ubranie.
-To na pewno wszystko?- zapytała, aby się upewnić.
-Tak na pewno... A sukieneczkę dla naszego skarba wyprasowałaś??- to mówiąc podszedł do córci i wziął ją na ręce.
-Wiesz, w przeciwieństwie do Ciebie, ona nie wyjdzie w pomiętej sukience.-powiedziała ze śmiechem.
Podszedł do ukochanej żony i pocałował ją.
-Kocham Cię, i nie wyobrażam sobie bez Ciebie życia wiesz..?
-Wiem... Beze mnie byś zginął.-roześmiała się tak, że Władek, musiał ją pocałować żeby przestała.



cz. III "Niezwykła wizyta.."

Lenka otworzyła pięknie zapakowana kopertę zaadresowaną na nazwisko Markiewicz. Wyciągnęła zaproszenie dla niej i Jasia na ślub Michała i Celiny, na którym po przeczytaniu pojawiły się łzy. Do tej pory pamiętała swoje zaproszenia na ślub z Jankiem. Jednak wspomina, też ten dzień, kiedy jego oczy były tak jasne i tak strasznie się do niej śmiały. Przecież wszystko miało się udać! Mieli Jasia, byli razem.. Czego można by chcieć więcej? No właśnie.. Tu Lena najczęściej stawiała sobie pytanie, którego odpowiedzią, były zawsze słowa Janka wypowiedziane w ostatniej chwili... KOCHAM WAS... W ostatniej chwili. Ale czego? Życia? Szczęścia? Nie.. Wszystkie odpowiedzi są błędne. W ostatniej chwili przed tym, jak dla niej i Janka wszystko się skończyło. Została sama z Jasiem. A przecież, gdyby nie ten pułkownik, to wszystko byłoby dobrze! Mogłaby go w ogóle nie spotkać, ale czy wtedy ktokolwiek by ją uratował spod gruzów tamtej kamienicy?
Minęło już pięć lat od tamtego wydarzenia. Lena w końcu wzięła się w garść i postanowiła odwiedzić osobę, którą gdyby nie ktoś, kto był winny śmierci jej męża, nigdy by nie poznała. Teraz to miejsce wyglądało inaczej niż wtedy. Nie było już drzew, nie było ani kwiatów, ani pięknego domu należącego do starej schorowanej pani Wasilewskiej. Pomalutku popchnęła skrzypiącą bramkę. Pierwszą rzeczą jaką zauważyła, była niegdyś należąca do Jasia huśtaweczka. Zapukała do drzwi. Otworzyła jej znana staruszka w chustce na głowie.
-Dzień dobry- powiedziała niepewnie Lena-Pamięta mnie pani?
Staruszka popatrzyła się na stojącą przed nią kobietę i odpowiedziała pytającym głosem.
-Lenko! To ty?
Dziewczyna uśmiechnęła się, a kobieta zaprosiła ją do środka. Widać było, że zdrowie jej nie dopisuje, bo cały czas kaszlała i kulała na prawą nogę. Usiadły razem przy stole.
- Co Cię do mnie sprowadza moje dziecko?
-Przyszłam ponieważ...-przerwała na chwilę, gdyż poczuła, że nie wie, czy dobrze robi. Zaraz jednak wróciła do postanowienia.-...chciałabym porozmawiać.
- A o czym? - zapytała zdziwiona kobieta.
-O tym co stało się pięć lat temu.
Staruszka popatrzyła na Lenkę.
-Chcesz rozmawiać o moim Leonie?
- Tak... Po to tu przyszłam.
- A dokładnie? Co chcesz mi powiedzieć?
- Że Leon zniszczył moje szczęście i na pewno, gdyby nie on, miałabym teraz męża i byłabym szczęśliwa.- powiedziała ze łzami w oczach Lena- Jaś nie wie i mam nadzieję, że nigdy się nie dowie, jak zginął jego ojciec. Czy pani sobie zdaje sprawę, jak mu brakuje taty? Wie Pani, ile razy zadawał pytanie "gdzie jest tata?"? Może nie wie co się z nim stało, ale na pewno mu go brakuje.-teraz dziewczyna rozpłakała się na dobre.
- Takim ludziom trzeba wybaczać...
-Jak miałabym wybaczyć człowiekowi, który zabił najukochańszą dla mnie osobę i ojca mojego synka?- zaczęła krzyczeć Lena.
- Lenko spokojnie...
- Nie będę spokojna!.. Przeczytam pani coś co napisał Jaś, a później zaniósł na grób Janka.
Wyciągnęła z kieszeni pomiętą kartkę papieru.
-Kochany tatusiu - zaczęła czytać.-Nie wiem od czego zacząć ten list. Chyba powiem po prostu ,że cię kocham i że mi Ciebie brakuje. Mam na imię Jaś co już wiesz. Mam 6 lat i jestem duży, choć mama twierdzi inaczej. Jak ty mogłeś wytrzymać z nią tak długo. Chyba nie wiesz, ile listów już jest zakopanych w twojej mogile. Ona pisze je nocami i myśli, że ja nie wiem... Może mama Cię pamięta, ale ja nie..
Ona mi często opowiadała historie, których byłeś bohaterem, ale moja ulubiona, opowiada o żołnierzu, który miał synka. Pewnego dnia musiał na długo wyjechać i zostawił dziecko z mamusią samo. Ona bardzo za nim tęskniła i miała nadzieje, że wróci. Pewnego dnia, tak się stało. Okazało się, że minęło dużo czasu i jego żoną opiekował się jakiś zły pan (ale ja cały czas nie rozumiem dlaczego był zły, bo pomagał jej i dzidziusiowi). On postanowił ją odzyskać. Na tym zawsze zasypiam, ale mama, kiedyś opowiedziała mi do końca. On znalazł swoją żonę, postanowili uciec. Kiedy chcieli to zrobić, to on zabrał ich synka w jakieś miejsce, gdzie dziecko było bezpieczne. Oni chcieli go stamtąd zabrać. Kochali się..
Kiedy udało się im uwolnić synka, to jeden moment i pierwsze wzięcie synka na ręce po rozłące, i koniec. Wszystko się skończyło, bo ten pan strzelił z pistoletu i zabił tego żołnierza...chyba.... Ta mama płakała i smutno jej było. Tak się kończy opowiadanie. Szkoda mi tego dzidziusia, tej mamusi i tego żołnierza-tatusia też bo kogoś mi on przypomina, ale nie wiem kogo. Smutne...
Dlaczego Ciebie przy nas tatusiu nie ma, nie wiem, ale gdybyś był to nigdy byś nas nie zostawił, a gdybyś musiał, to walczyłbyś o nas tak jak tamten żołnierz prawda?
Lena popatrzyła na Panią Wasilewską i zauważyła w jaj oczach łzy.
-PS Chciałbym kiedyś poznać historię waszej miłości z mamusią i tego, dlaczego teraz Ciebie tu z nami nie ma. Kocham Cię Tatusiu...
- Czy mogę zobaczyć ten list?- zapytała po chwili milczenia staruszka.
Lena podała kobiecie kartkę i sama zaczęła zastanawiać się nad sobą, nad Jasiem, i miała ochotę zasnąć, byleby tylko mogła zapomnieć o problemach codziennego życia, a w snach znów móc zobaczyć uśmiechającego się do niej Janka.