czwartek, 21 maja 2015

"Dziewczyny z Syberii" - wyjątkowa książka

"1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet. W trakcie sześćdziesięciu trzech dni heroicznej bitwy walczyły, bały się, śmiały kochały, opłakiwały bliskich. (...) Wiele z nich zginęło, wiele zostało rannych, niemal wszystkie straciły dorobek swojego życia i przeżyły gehennę wypędzenia. Powstanie Warszawskie było również ich doświadczeniem."



Tymi słowami dokładnie rok  temu, rozpoczęłam swoją przygodę z "Dziewczynami z Powstania". Łzy, które wtedy płynęły, były oddaniem przeze mnie czci wszystkim walczącym kobietom. Myślałam, że żadna książka nie poruszy mnie tak, jak historie jedenastu kobiet, które przeżyły sześćdziesiąt trzy dni walki. Teraz wiem, że się myliłam.

"Bohater nie musi walczyć z bronią w ręku. Nie musi być żołnierzem. Bohaterem może być kobieta, której jedyną bronią jest silna wola i determinacja."

Właśnie ta silna wola sprawiła, że dzisiaj, możemy poznać historię dziesięciu kobiet, których łączy wiele, chociaż każda historia jest inna. Nie ma tutaj znaczenia wiek, miasto... Wszystkie przeszły to samo. Każda z nich, została zabrana z domu, władowana do wagonów bydlęcych, po czym zmuszana do ciężkich prac w okropnych warunkach. Dziesięć historii, dziesięciu kobiet, które połączył Sybir.




Nie wiem, czy będę dała radę napisać w kilku zdaniach to, co czułam, czytając
"Dziewczyny z Syberii". Książkę czytałam zapewne dłużej niż inni. Nie byłabym w stanie, przeczytać wszystkich historii na raz. Nie byłam w stanie się jednak z nią rozstać, a gdybym mogła, to całą naukę odłożyłabym na później i zaczytała się w tej wyjątkowej książce. W ławce szkolnej leżała pod podręcznikami, aby gdy tylko zadzwoni dzwonek, ponownie móc kontynuować wzruszającą historię. Niektórzy patrzyli na mnie, jak na jakąś zupełnie inną dziewczynę. Czytałam ją nawet czekając na autobus. Nie ukrywam, że bardzo często wyjmowałam chusteczki, aby otrzeć łzy, albo przerywałam czytanie, bo nie byłam w stanie czytać dalej. Ludzie bardzo często dziwnie to postrzegali.
Ku mojemu zdziwieniu, książka bardzo szybko przerodziła się w rodzinne czytanie (i nie tylko). Gdy moja przyjaciółka przyszła na noc, zaproponowała, że poczyta na głos. Po pewnym czasie musiała przerwać, ponieważ nie była w stanie czytać dalej. Już na początku widziałam, że jej oczy błyszczały się od łez.  Moja mama również słuchała jak czytałam "Dziewczyny z Syberii". Jednak moim wiernym towarzyszem, był mój ośmioletni kuzyn. Nie dałam rady przeczytać mu całej książki, ale wszystko przed nami. Pozwoliłam mu wybrać jedną historię. Wybrał "
WERONIKA. W SZEREGACH WYKLĘTYCH". Myślę, że na wyborze zaważyło imię bohaterki, ponieważ sama mam na imię Weronika.

"(...) Tata patrzył w czarny wylot lufy, a ten człowiek miał palec na spuście. W końcu ojciec wydusił z siebie:
-Za co?
A on mu odpowiedział, że za to, że on polski "pan" (...)"

                                                                               -"Weronika. W szeregach wyklętych"

Nie wyobrażam sobie, co mogła czuć wtedy bohaterka. Nie wyobrażam sobie, że ktoś chciałby zastrzelić mojego tatę. Jednak to był dopiero początek tragedii.





Spokojne dzieciństwo, miłość rodziców, ukochanego... Wszystkie piękne chwile zostały przerwane przez okrutność wojny. Bohaterki książki autorstwa Anny Herbich, musiały zmagać się z czymś więcej niż wojna. Zostały pozbawione wszystkiego, co miały. Wyrwane z domu, jak setki innych Polaków, którzy zmierzali w jedną stronę-na Sybir.

"Najgorsza rzecz na zesłaniu? Głód. Komuś kto nigdy go nie zaznał, trudno jest to wytłumaczyć."
                                                                             -"Janina. Ochotniczka na Sybir"

Każda osoba, będąca na zesłaniu zmagała się z tym samym. Okropnym głodem, będącym przyczyną wielu chorób, a przede wszystkim śmierci. Mimo wielu przeciwności, każda z dziewcząt, zmagając się codziennie z ciężką pracą, strasznymi warunkami oraz głodem, wierzyła, że kiedyś uda się wrócić.
Kobiety na Syberii, przeżywały również najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Przykładem tego, jest historia Pani Natalii, która właśnie tam poznała swojego męża, Olgierda i tam wzięli ślub.

"(...) Pobraliśmy się 12 lutego 1956 roku. (...) Był to ślub w stylu syberyjskim."

                                                                              -"Natalia. Ślub na Workucie"


Cała książka, zabiera czytelnika w świat większości nieznany i przybliża dziesięć wyjątkowych historii. Każda z kobiet, ma swoją własną niepowtarzalną opowieść. Wzbogacona o zdjęcia, pozwala nam lepiej poznać wzruszające historie bohaterek. 

Wiele osób nie rozumie, jakie mamy szczęście, móc żyć w wolnym kraju. Nie musimy bać się, że w nocy przyjdą żołnierze i wsadzą nas do bydlęcych wagonów, po czym będziemy musieli ciężko pracować, a towarzyszyć temu, będzie wyjątkowy głód. Mając szesnaście lat, myślę, że nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaką tragedią jest w jednej chwili stracić najbliższą nam osobę. Te kobiety przeszły przez piekło Syberii, zostawiając tam często najbliższe dla nich osoby. Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, co czuła Janina, gdy musiała pochować swoją babcię i matkę, które pozostawiła na obcej ziemi. Co czuła Zdzisława, budząc się u boku martwego narzeczonego? Nie da się tego opisać, jednak jak sama mówi, nigdy o nim nie zapomniała. Syberia pozostawiła po sobie blizny, które nigdy nie znikną. Janina, Stefania, Danuta, Alina, Natalia, Danuta, Weronika, Grażyna, Barbara, Zdzisława- dziesięć kobiet, które przeszły przez Syberię i postanowiły nam opowiedzieć o swoich przeżyciach.

Książkę polecam wszystkim. Nie tylko osobom, które interesują się historią II wojny światowej. Polecam ją przede wszystkim osobom młodym, do których sama należę. Myślę, że będzie to wspaniała lekcja historii. Mam szesnaście lat i chciałabym poznać te cudowne kobiety. One nie bały się powiedzieć: "JESTEM POLKĄ", ja nie wstydzę się powiedzieć "JESTEM POLKĄ I JESTEM NIEDZISIEJSZA". Podziwiam je za odwagę, wiarę i miłość, jakiej dzisiaj brakuje... Musiały opuścić swoje rodzinne miejsca, aby po latach wrócić w rodzinne strony.

Musimy pamiętać, że nasze pokolenie ma szansę dowiedzieć się o przeżyciach innych, aby opowiedzieć to później swoim dzieciom.


"Polka? Od razu widać, Po charakterze!"




niedziela, 20 kwietnia 2014

cz. XXII "Kiedy tatuś wróci?"

    W tym momencie Ruda przebudziła się. Z oczu wciąż płynęły jej łzy. Obróciła głowę w stronę ściany gdzie zawsze mogła go znaleźć. Nie było go... Nie było jej ukochanego męża. Już dwa tygodnie nie miała od niego żadnej wiadomości. Listy mogły nie docierać. Prawdę powiedziawszy, nikt nie wiedział gdzie mieszka z córką. Ostatni raz całował ją na lodowisku. Jakie wtedy było zamieszanie. Pamiętała, jak wywrócił się i dość mocno uderzył w głowę.
-Tatuś nie umie?-podeszła wtedy do niego Łucja. A ona się tylko śmiała, ze swojego ukochanego. Teraz uśmiechała się w duchu.
-Może jutro przyjdzie...-szepnęła do siebie.
-Cio pzyjdzie mama?
Ruda spojrzała w stronę drzwi. Stała w nich ich kochana córeczka.
-A czemu ty nie śpisz urwisie?-zapytała.
-Bo nie mogem...-powiedziała przecierając oczka.
-A co masz w rącce?
-Nalysowałam rysunek...
     Mała podeszła do mamy i wręczyła jej rysunek. Widniały na nim trzy osoby, domek, drzewka i słońce. Wiktoria uśmiechnęła się.
-Co to narysowałaś?
-Ziobacz... Tu jestem ja, a tu ty...
-A ta trzecia postać?-zapytała wskazując na mężczyznę.
-To tata... -powiedziała i rozpłakała się.-Kiedy tatus wlóci? Tesknie..
Wiktorii po raz kolejny popłynęły łzy.
-Wróci skarbie.. Wróci... I znów będzie Cię brał na spacerki i tulił do snu... I będziesz jego małą księżniczką. Ale musisz mamie obiecać że już nie będziesz płakać... Obiecaj...
-Obiecuje... A pójdziemy jutro do Jasia?
-Jutro idziemy do cioci Celi i weźmiemy na spacer Antosia.-powiedziała z wymuszonym uśmiechem. Gdyby nie było córki, to wzięła by album i poszła do łazienki się wypłakać, ale nie mogła...

-I jak wlucimy to tatuś wlóci?-zapytała patrząc się w oczy mamy jej maleńkimi brązowymi oczami.
Ruda nie wiedziała co odpowiedzieć. Bardziej bała się tego, co będzie jeżeli Władek nigdy nie wróci. Nie wyobrażała sobie go leżącego w kałuży krwi, tak jak miała przed oczami kilka minut wcześniej. Łucja musiała mieć ojca. Widziała, jak wielokrotnie Jasiu nie widział jak zachować się przy Lenie, żeby jej nie urazić.
-Nie wiem słoneczko...-powiedziała, ale jej córeczka już smacznie spała na miejscu Władka. Delikatnie pocałowała ją w główkę. Wstała i podeszła do szafy. Miała w niej swoją skrytkę. Niewielką szkatułkę, która skrywała wszystkie jej tajemnice. Każda z ich czwórki miała taką szkatułkę... Lenka trzymała w niej obrączkę i zdjęcia.. Czarnobiałe zdjęcia, na których była razem z Jankiem. Celinka miała w niej swoją przeszłość. Były w niej na przykład listy Michała które pisał do niej, gdy była z Krzysztofem... Wanda miała w niej... Właśnie... Wanda... Nie widziała jej od kilku lat. Od kiedy wyjechała z Bronkiem do Londynu, raz widziała się z nim, aby podziękować za uratowanie Władka. Chciała, żeby został na dłużej, ale nie mógł. Tęskniła za nią. Jaj przyjaciółka... Może już nigdy jej nie zobaczy? Natomiast czwarta szkatułka, należąca do Wiktorii, była pusta. Na pierwszy rzut oka, ponieważ kiedy otwierała ją i usłyszała melodię dochodzącą z jej wnętrza, to przelatywała jej przed oczyma cała przeszłość... Było tak pięknie... Tak cudownie... Chociaż może nie... Spokojna młodość, w jednej chwili przemieniła się w arenę walki. Większość młodych ludzi, była świadoma tego, że mogą znaleźć się w sytuacji, jaka dotknęła ich rodziców i dziadków. Że będą musieli chwycić za broń.

czwartek, 27 lutego 2014

cz. XXI "...zgodziłam się... I nie żałuję..."

-Oni nas wszystkich rozstrzelają...!-mówili jeden do drugiego.
-Co my teraz zrobimy?
Wiktoria z przerażeniem stała obok Władka i nic nie mówiła. Nagle rozległ się głos.
-Hier ist jemand, der Deutsch versteht?
Celina stał i nic nie mówiła. Ledwo trzymała się na nogach. Michał trzymał ją najmocniej jak umiał.
-Nawet o tym nie myśl.-szepnął.
Lena trzymała małego Jasia za małą rączkę. Obok niego siedziała również schowana mała dziewczynka. Kobiecie stojącej obok Leny ciekły po policzkach łzy.
-Niech Pani nie płacze. Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i chwyciła kobietę za rękę.
Łucja chwyciła Wiktorię za nogę i zaczęła cichutko pochlipywać. Rosjanin postanowił przejść kilka kroków.
-Ich werde wieder fragen... Kennt jemand Deutsch?!?-krzyknął.
Przerażeni ludzie zaczęli szeptać jeden przez drugiego.
-Pyta czy ktoś zna niemiecki.
Wiktoria chwyciła Władka za rękę.
-Wszystko będzie dobrze... Prawda?-zapytała.
-Prawda.-powiedział.
Wtedy Rosjanin podszedł do ich ławki. Od razu spojrzał na podłogę.
-Also versuchen Sie etwas anderes...
Po tych słowach wyszarpał Łucję spod ławki.
-Wenn innerhalb von fünf Minuten, jemand, der weiß, Deutsch, nach dem es eine kleine Sammlung soll nicht finden.-krzyknął i przyłożył dziewczynce pistolet do głowy.
Ruda zaczęła płakać.
-Błagam tylko nie moja córeczka proszę...
Jakiś mężczyzna wstał i powiedział:
-Ja znam niemiecki...
Rosjanin zaśmiał się i powiedział:
-Sagen Sie ihnen, beruhigt werden.
Mężczyzna nie wiedział co zrobić i wyszedł na środek kościoła. Ludzie na mszy usłyszeli w pewnym momencie strzał. Tylko jeden strzał. Ruda w tym momencie krzyknęła w obawie, że żołnierz strzelił do jej dziecka. Po jej policzkach popłynęły łzy. Władek w jednej chwili oprzytomniał. Puścił dłoń Rudej i wyszedł na środek kościoła.
-Władek!-krzyknęła Wiktoria zalewając się łzami.
-Oddaj dziecko matce...-powiedział spokojnym głosem Władek.
Rosjanin popatrzył na mężczyznę ze zdziwieniem.
-Was?
-Oddaj dziewczynkę matce...
Rosjanin oddalił pistolet od skroni dziewczynki i popchną ja w stronę Rudej.
-Das erste Mal, dass ich es gemacht habe.-powiedział.-Und was jetzt?
Władek nie odpowiedział, a Rosjanin podszedł bliżej.
-Zu viel Sie lieben Ihr Kind .. Zu viel …
-Nic się nie zmieniłeś.
Rosjanin zaśmiał się.
-Aber Sie sehr viel .. Sie wollten, Polen anzugreifen? So schlecht war es Ihnen in dem verdammten Russland?*-krzyknął Władek.
-Mund halten!
Władek odwrócił wzrok na Rudą tulącą córkę.
-Shoot! Shoot! Ich bin schon so tun Sie es nicht! Vielleicht am Ende, es ist vorbei!**-powiedział Władek.
-Mund halten!-ryknął wściekły Rosjan.
-Und das ist alles, was ich fand.***-powiedział smutnym głosem.
Rosjanin nie wytrzymał i wymierzył.
-Kocham Cię..-powiedział szeptem i spojrzał na Rudą. Słychać było tylko strzał i wrzask Rudej. Celina którą do tej pory trzymał Michał straciła przytomność. Lenie tylko popłynęły łzy.
-Władek... Właaaaaaadekkk!!!!!-płakała Ruda. Łucja nie wiedziała o co chodzi i przytuliła się do mamy.
Rosjanin popatrzył na plamę krwi na podłodze.
-Wir verlassen! Bereits!-krzyknął i opuścił kościół.
Ruda podeszła do Władka.
-Kochanie... Władziu... Wszystko bym Ci wybaczyła... Wszystko ale... Nie musiałeś...-nachyliła się i pocałowała męża.-Kocham Cię...-zrobiła to po raz drugi i trzeci i położyła się obok niego. Cały kościół w jednej chwili opustoszał. W pierwszej ławce została tylko klęcząca Lenka i tulący Celinę, Michał. Łucję trzymała babcia.
-Wiktoria...-szepnął Michał.
-Michał zostaw.... Zostaw...-mówiła Maria.
-I pamiętam jak siedziałeś nad wodą i zapytałeś czy będę twoja na zawsze? Zgodziłam się... I nie żałuję...

*(niem.) Za to ty bardzo.. Zachciało ci się na Polskę napadać? Aż tak źle było ci w tej pieprzonej Rosji?
**(niem.) Strzelaj! Strzelaj! Ja już nie mogę tak żyć! Może wreszcie się to skończy...

***(niem.) I tak wszystko mi zabrałeś! 

cz. XX "To nie tak miało być..."

  Ruda nie była w nastroju... Mimo, iż wszystko było takie proste, powoli zaczynało się układać to jednak było jej ciężko... Każdy z całej piątki ciągle myślał o Janku, o Bronku i Wandzie i o ich dzieciach.. Od kilku miesięcy nie dawali o sobie znaku życia. Rudej popłynęły łzy na myśl że mogą nie żyć.
-To nie może być prawda nie może..-powtarzała szeptem do momentu w którym nie zasnęła.
W pewnym momencie obudziła się w kościele. Była ubrana odświętnie. Obok niej siedzieli jej przyjaciele i mąż. Michał trzymał na rękach śpiącą Łucję. Dopiero dzwonki rozpoczynające mszę obudziły ją. Ruda posadziła swoją kruszynkę na ławce i pozwoliła jej przytulić się do jej płaszczyka. Cały kościół wypełniał się radosnym śpiewaniem kolędy „Cicha noc”, a Celina wzięła pod rękę Michała i oparła się o niego.
-Dzieje się coś?-zapytał Michał.
Celina podniosła głowę.
-Może troszkę duszno, ale poza tym nic się nie dzieje.
-Na pewno nie chcesz wyjść?
Celina pokręciła tylko głową i uśmiechnęła się ciepło. Ruda nie miała takiego problemu. Od momentu w którym wzięła Łucję, usiadła na ławce i tuliła swoją małą dziewczynkę. Lenka stała z samego przodu i co jakiś czas mówiła do Jasia.
-Widzisz syneczku? Tam jest szopka. A w niej jest maleńki Jezusek.
-I są baranki..?-pytał malec.
-Są.. I świnki, krówka i osiołek.
-Taki, jakiego dostałem od taty?-zapytał, a Lenie napłynęły do oczu łzy. Jasiu wziął rączkę i wytarł je. -Nie płacz...
Lena pocałowała go w główkę.
-Wiesz co? Myślę że przy tym żłóbku, jest też twój tatuś. I też jest taki wesoły i tak pokazuje wszystkim tam gdzie jest, jakiego ma cudownego synka...-powiedziała próbując powstrzymać łzy.
-A gdzie jest tatuś?
Lena nie wiedziała co odpowiedzieć. W myślach układała zdania które mogłaby powiedzieć synkowi, chociaż wiedziała, że Jaś i tak ich nie zrozumie. Chciała mu powiedzieć, że Janek teraz przy nich stoi i głaszcze go po główce, jednak on i tak by nie zrozumiał. Patrzyła mu tylko głęboko w oczy i szepnęła mu do uszka.
-W twoim maleńkim serduszku skarbie...
Władek siedział w ławce jak na skazanie. Ruda patrzyła na niego i od czasu do czasu poprawiała mu tylko kapelusz. Była szczęśliwa. Władek był jej mężem, mieli córeczkę, kochali się. Nie wierzyła, żeby cokolwiek mogło im przeszkodzić. Wojna się skończyła. Komunizm też niedługo powinien. Jednak najważniejsze było że mieli siebie. Kazanie przywróciło bolesne wspomnienia. Władek czuł się jak na Pawiaku. Każde słowo dotyczące tego, że Niemcy też byli ludźmi, bolało go tak samo, jak kolejne uderzenie Rappego. Rudej wystarczyły łzy. Nie chciała przypominać sobie wojny, ale kiedy pomyślała o ojcu, o Janku... Wspomnienia same wróciły...
Lena wolała nie myśleć. Siedziała i tuliła w swoich ramionach Jasia. Co jakiś czas patrzyła na nią kobieta siedząca obok.
-Piękny synek.-powiedziała.
-Po ojcu..-odparła Lena.
-Po mamie też.. A mąż...-zaczęła. Lena pokręciła głową.-Podziwiam panią... Sama z dzieckiem... Ja bym nie potrafiła..

Odwracając się obdarzyła Lenę ciepłym uśmiechem. Ksiądz zakończył kazanie, a w kościele nastąpiła cisza. Czasami słychać było tylko ciche pochlipywanie kobiet i szept mężczyzn. Ksiądz słysząc to powiedział:
-Tego co było nic nie wróci. Raz było łatwiej, raz ciężej. Każdy z nas kogoś stracił. Pochowaliśmy bliskich... Wśród nich pewnie nie raz znalazł się brat, siostra, mąż, ojciec... Jeszcze jakiś czas temu widziałem wiele twarzy, których teraz nie ma. Na pewno nie jest łatwo.. Nie było. Pamiętam Warszawę, w której było pełno dzieci. Po zakończeniu powstania została garstka tych które cudem przeżyły. Powiedzcie mi... Gdzie są te dzieci?-przerwał błądząc wzrokiem po twarzach wiernych.-Chcecie wiedzieć? Leżą pod gruzami... Pod gruzami Warszawy... Miasta w którym żyły, mieszkały uczyły się... Jednak jedno jest pewne... Są szczęśliwe... Pewnie teraz wiele z Was zadaje sobie pytanie, dlaczego... Ja też byłbym szczęśliwy móc zginąć tak jak one... Oddając życie za Ojczyznę... -zamknął oczy. W kościele zapanowała martwa cisza.-Powstańmy i przez chwilę pomyślmy o tych którzy odeszli i nie było ich z nami przy wigilijnym stole.
Wszyscy powstali. Cały kościół wypełniła kolęda „Jezus malusieńki”. W tym momencie drzwi od kościoła otwarły się, a do środka weszli żołnierze na czele z dowódcą. Wszyscy jak na rozkaz stanęli na baczność. Dzieci obecne w kościele schowano pod ławki.
-To Rosjanie...-szeptali przerażeni ludzie.

niedziela, 16 lutego 2014

cz. XIX "Inne jutro"

Na lodowisku nie było wiele osób. Kanarscy w pełnym składzie postanowili spędzić chwilę na przypomnienie sobie jak się jeździ. Jedyną osobą która nie założyła łyżew, była Celina. Z jej brzuszkiem było to niebezpieczne, a po drugie, jakoś nie widziała się w roli łyżwiarki. Ruda weszła na lód. Nie było to takie trudne jak sobie wyobrażała. Przypomniała sobie okres kiedy tata zabierał ją na lodowisko w każdą sobotę. Oczywiście w zimie. Teraz miała do wykonania z Władkiem zadanie. Nauczyć jeździć Łucję. Pierwsze wrażenie jakie wyraziła mała był płacz. Po kilku minutach już nie było tak źle a na twarzy małej pojawił się uśmiech.
-I co? Chyba nie jest tak źle?-zapytał Władek.
-Supel!-zasepleniła mała.
Wtedy do pary podjechał Michał. Uprzejmie wyciągnął rękę do małej damy i zapytał.
-Mogę Panią prosić?
Dziewczynka tylko pokiwała głową. Miło było patrzeć, jak Michał pokazuje dziecku jak jeździć, mimo iż sam nie jest najlepszym łyżwiarzem. Ruda zwróciła twarz w stronę Władka. Delikatny pocałunek wyraził wszystko. Wiktoria odwróciła się.
-Ile lat nie jeździłaś?-zapytał.
-Ostatni raz byłam chyba w '39...-dziewczyna rozmarzyła się.-Było wtedy tak pięknie...
W jednej chwili w jej oczach pojawiły się łzy. Nie mogła nic poradzić na to, że wojna była.. Tego nie dało się wymazać z pamięci. Szybko otarła łzę płynącą po jej zarumienionym policzku i zapytała.
-Pamiętasz, jak jeszcze kilka lat temu spacerowaliśmy tym parkiem?-skierowała wzrok na bezlistne drzewa, pokryte pierzynką białego puchu.
-Pamiętam...
-Co nas tak zmieniło?-zapytała patrząc mu głęboko w oczy.
-Ciebie nic nie zmieniło... Wciąż jesteś tą samą młodą, piękną dziewczyną którą pokochałem...-powiedział.
-A ty tym samym mężczyzną przy którym czułam i czuję się bezpiecznie...-powiedziała i oparła głowę na jego ramieniu.
-A teraz spójrz, co wyprawia twój brat...
Para spojrzała w stronę Michała, który bawił się w najlepsze. To ryzował płozą misia, to serduszko. Ruda z Władkiem uśmiechnęli się lekko.

-Mówiłam Ci że o duże dziecko???-zapytała, po czym przytuliła się do męża.

niedziela, 26 stycznia 2014

cz. XVIII "Ostatni raz..."

Ze specjalną dedykacją dla FANKLUBU CICHOCIEMNI którzy nie mogli doczekać do przyszłego tygodnia..<3
 Hania siedziała przy stoliku w malej kawiarni na rogu ulicy Wilskiej. Znowu musiała czekać na człowieka, dla którego miała coś cennego. Wiedziała że w małym papierku znowu kryje się wiadomość kto donosi lub kogo ukryć, ale nie mogła nic na to poradzić. Michał był dla niej ważny i próbowała mu to powiedzieć a on wybrał Celinę. Nadal coś do niego czuła jednak nie była w stanie mu tego powiedzieć. Teraz kiedy zdradziła ich wszystkich nie liczyło się dla niej nic. To ze wciąż żyła zależało od tego co miała w niewielkiej czarnej torebce.
-Czy coś pani podać?-zapytał ktoś stojący obok niej.
-Tak.. Poproszę lampkę wina.
Młody człowiek podszedł, a Hania zaczęła wspominać co obiecała. Że będzie bronić kraju?? Ze będzie wierna?? To było dla niej za wiele. Dzisiaj postanowiła z tym skończyć i zacząć szukać brata. Staszek i rodzice nie żyją, ale on musi. Musi... Przecież nie było go wtedy z nimi. Po chwili usłyszała ciche:
-Dzień dobry kochanie..
-Może pan sobie darować te pogrywki.-odrzekła. Mężczyzna usiadł po drugiej stronie stolika.
-Przepięknie wyglądasz.- Hanna tylko zaraziła go podłym wzrokiem i w tej chwili kelner przyniósł zamówioną lampkę wina.
-A co dla pana?
-A dla mnie może to co dla pani.-chłopak kiwnął głowa i odszedł. Kiedy na nią spojrzał je kieliszek był pusty.
-Szybko..
-Nie lubię pić wina w towarzystwie...-tym razem powstrzymała się. Zazwyczaj jej to nie wychodziło. Włożyła rękę do torebki i wyciągnęła gryps. Pomału przesunęła go w stronę mężczyzny. On położył rękę na jej dłoni i zaczął ja gładzić. Ona natychmiast ja wyrwała i wstała od stołu. Nachyliła się do ucha mężczyzny i dodała.

-Powiedzcie majorowi ze to ostatni raz. Już więcej nic ode mnie nie otrzyma.. -po tych słowach odwróciła się napięcie i ruszyła w stronę drzwi...

Dla Fanklubu Cichociemni!

Kochani chciałam coś napisać... Wokół mnie nia ma tak cudownych osób jak moja ogromna fanklubowa rodzinka... Chciałam Wam serdecznie podziękować że jesteście.. Nie ma drugich takich jak Wy... Nie wiem czy wiecie, ale wczoraj to wy poprawiłyście mi humor... Dziękuję... Jesteście osobami z którymi już chcę się spotkać... Mam nadzieję że na planie się uda... Kocham Was..:*  FANKLUB CICHOCIEMNI JEST JEDYNY I WSPANIAŁY... DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚCIE! Wierzę że mam dla kogo pisać..<3